W ten wtorek razem z Julią i Wojtkiem wybraliśmy się do Łodzi :) Wstałam po piątej. Pociąg z centralnej był o 7:09. mieliśmy cały przedział dla siebie! dojechaliśmy całkiem szybko i około 9:00 byliśmy w Łodzi. Generalnie miasto fajne. Troszkę przypominało mi Lwów i Ochotę w Wawie. Tramwaje jeżdżą tam normalnie wśród samochodów (bilety są takie dziwne! Zrobili je ze zwykłej kartki i kasowniki nie połykają ich tak jak u nas tylko robią zwie dziurki i stempelek! Na moim bilecie zrobiłam trzy razy tę operacje bo to było takie fajnee!). Jest sporo starych ładnych budynków, ale wszystko jest nieco niezadbane. Postawili tam sporo różnych rzeźb, ale nie takich dziwnych tylko takich fajnych. np. facetów przy stole, dzieci przy studzience i tak dalej :) MANUFAKTURA była najlepsza! Generalnie to taki sklep ze sklepami i otoczenie. Otoczenie jest bardzo ładne! biegałam i prosiłam o zdjęcia! Było czadersko!
Zwiedziliśmy też Piotrkowską, dwa kościoły i byliśmy na pizzy. Na prawdę było super!
Szczególnie, że była ładna pogoda.
Wracaliśmy i znów mieliśmy własny przedział.
Piosenka na dziś: Lynyryd Skynyryd (co za nazwa?!): Sweet home Alabama
W piątek po szkole udałyśmy się z Julią do jej domu po różne rzeczy i żeby wyjść z psem (Aprilem). Poszłyśmy do mnie i niedługo potem doszły do nas Olga, Natalia i Kasia. Nie wspominałam jeszcze o tym, ale w szkole robimy różne projekty, na różne przedmioty. Tematy wymyślali nauczyciele. Ja wraz z Olgą i Julią wybrałyśmy temat na język ang :"John Lennon"
Od razu wiedziałyśmy, że to ma być coś szczególnego. Nie zwykła prezentacja czy coś. Julia rzuciła pomysł scenek rodzajowych, ale przekraczało to nasze możliwości ponieważ było nas zwyczajnie za mało. Wtedy wymyśliłam...film. tak tak. Już niebawem (jakoś w maju) zaprezentujemy go przed nasza klasą. Ze względu na wzrost i włosy dostałam rolę Johna, Julia jego matki Julii i Paula M oraz M.Chapmana, Olga Yoko i ciotki Johna Mimi.
Jak na razie nagrywamy jego młodość. W tym celu potrzebowałyśmy jakiś aktorek...padło na przeuroczą Kasię i Natalię, które grają bezimienne dziewczynki chichoczące na widok jakże pociągającego Johna, który idzie ulicą.
kontynuując....w około 1,5h wystylizowane poszłyśmy do parku by nagrać te sceny. Paliłam prawdziwego papierosa, miałam bokobrody i specjalne Johnowe przebranie. Nie uwierzycie, ale według dziewczyn... byłam przystojna! :D oj życie...
Było naprawdę super! Tu parę fotek: (nie wklejam jak narazie na facebooka, bo tam wszyscy zobaczą a chcemy żeby to wszystko było niespodzianką)
i jeszcze jedno. BARDZO DZIĘKUJEMY ZUZI, KTÓRA UŻYCZA NAM SWOJEGO APARATU! :)
DZIĘKI ZUZIA! :))
John Lennon
starsza już Mimi
Mark Chapman (zabójca Johna)
Paul McCartney
Julia Lennon
Yoko Ono
nie palę na serio....:)
RAJD
Dziś był bardzo ładny słoneczny dzień. w sam raz na rajd. Było na prawdę super.Byłam Ja, Julia,Natalia i Kasia czyli nasz BAND :)
Śpiewałyśmy sobie do piosenek na telefonie...
Było parę zdjęć...
Jadłyśmy lody..
zamiast przejść 20 m do naszego punktu, zupełnie przez przypadek zrobiłyśmy dookoła z 2,3 km, aby wylądować po ponad godzinie w prawie tym samym miejscu...
gubiłyśmy się...
obtarłam sobie lekko paluszki....
pojechałyśmy trochę autobusem...
czyli jak na każdym szanującym się rajdzie historycznym!
Piosenką na dziś staje się piosenka, którą przed paroma minutami pokazał mi Marcin (mój brat), bo był na koncercie (niedawno wrócił) tego zespołu.
Utwór oczywiście znałam! :)
Oddział Zamknięty : "Ten Wasz Świat"
..i jeszcze powiem tylko, że zanim przyszedł Marcin uczyłam się grać: I Want to Hold your Hand :)
Pewnie spytacie: Cóż tak szczególnego działo się w zwykły czwartek? Czwartek to czwartek
ale nie tym razem.....
Dzień zaczął się tak właściwie już od 6:00. Miałam dziwny sen. Byłam u babci w domu. Stałam w salonie i tam pojawiały się króliki które agresywnie na mnie skakały. Każdego biłam i wyrzucałam za okno, ale one wracały..naprawdę się bałam. Podczas tego snu co około 20 minut włączał mi się budzik aż do 6:40, bo wtedy już wstałam. Gdy budził mnie budzik zastanawiałam się czy "Stanley" odpisał mi na e-maila czy znowu nie i nici z moich planów. Po paru minutach zasypiałam i znów te króliki...i tak z 2 3 razy. Jak już wspomniałam o 6:40 wstałam. Odpaliłam szybko komputer i weszłam na pocztę. Całe szczęście internet działał. Stanley przysłał mejla z adresem i zgodą na mój przyjazd....
Bardzo długo zajęło mi uczesanie się, bo żadna fryzura mi nie wychodziła. Bez śniadania (albo z małym, nie pamiętam )wyszłam do szkoły, w której akurat nic się takiego nie działo.
Zwyczajnie minął mi cały dzień. W szkole muzycznej mieliśmy sprawdzian....potem angielski na którym też był sprawdzian. Dzień był bardzo wilgotny i grzywkę całą miałam w lokach, więc byłam szczęśliwa, że wróciłam jeszcze na trochę do domu. Wyprostowałam włosy, związałam i dokonałam różnych niewielkich pielęgnacji. Około godziny 20:30 wyjechaliśmy. Nasza podróż nie trwała jakoś długo. w końcu jechalismy tylko do Komorowa. W tym jednak nie długim czasie denerwowałam się lekko. "A co jak dźwięk będzie zły?" "A co jak będę musiała odmówić...?" "Oby wszystko się udało!!"
Po ciemku znaleźliśmy niedużą ulicę, na której było to po co przyjechaliśmy. Wyszliśmy z tatą z auta i zadzwoniliśmy domofonem. Otworzył nam wysoki młody chłopak.
'Dobry wieczór'
'Dobry wieczór'
I weszliśmy na górę.
Lekko zdenerwowana wchodziłam po schodach. Pokazał mi wejście i..stała tam. Srebrna bardzie niż na zdjęciu. Stan walnął troszkę w bębenki i talerzyki. Utargowaliśmy się na 1000zł i....już znosiliśmy perkusję do Berlingo. Długo zajęło przyczepienie jej tam. Pożegnaliśmy się i ostrożnie jadąc wróciliśmy z tatą do domu
"To nie jest w 100% dobry sprzęt, ale jest" myślałam.
W domu zajęłam się zanoszeniem tego na górę, oczyszczaniem, składaniem i ustawianiem w dobrym miejscu. Nie grałam za wiele. Nie było już czasu..nic się nie uczyłam, ale co tam. Ważne, że była ona!
tom tomy
crash
werbel
Piosenką dnia staje się automatycznie The Beatles: The End, jako, że to jedyna piosenka z solówką na perkusji
Tydzień szkolny mija szybciutko i prawie bezboleśnie. Oczywiście nie jadę na samych piątkach, ale nie jest źle. Poprawiłam niektóre stopnie, choć nadal nie mogę pojąć jak. Oby było tak lub lepiej na koniec roku (o! przed chwilą miałam Déjà vu)
Nie mam na serio o czym pisać, więc wpadłam na dość zabawny pomysł. Opiszę wam jeden z moich snów zapisanych w senniku. Tylko nie zdziwcie się, opiszę go inaczej niż w dzienniku snów, czyli bardziej gramatycznie, ładnie i ogólnie książkowo
Julia obraziła się na mnie, bo poszłam sama na obiad. W tym czasie w szkole działy się dziwne rzeczy. Kamila była przerażona i opowiadała coś różnym osobom, nie obchodziło mnie to jednak i w spokoju zajmowałam się swoim obiadem. Mimo to, w cudowny znany tylko mojemu mózgowi sposób, dowiedziałam się o co chodziło, a raczej mój senny awatar się dowiedział. Jedna częścią duszy byłam przy Kamili i generalnie chodziło o to, że znalazła się w jakimś dziwnym miejscy gdzie było dużo wody i działy się tam nieprzyjemne rzeczy. W pewnym momencie przeniosłam się do sali gimnastycznej. Byłam jedna z aktorek, które w niemy sposób przedstawiały historię Kamili. Niestety zbyt wiele uczniów zwyczajnie w to nie wierzyło. Znów przeniosłam się w inne miejsce. Tym razem była to szatnia szkolna. Siedziałam koło Jaśka i Julii i gadaliśmy o tym co się stało Kamili. Wszyscy wierzyliśmy w te historie i niepokoiliśmy się tym co ona opowiedziała. Gdy tak rozmawialiśmy w pewnym momencie Janek podziękował mi za to, że wzięłam udział w tym przedstawieniu i przytulił nas obie. Gdy przestał, ja chciałam jeszcze i przytuliłam go po raz kolejny. W pewnym momencie razem z Jaśkiem znaleźliśmy się w wielkim pomieszczeniu o kolorze granatowym. Na samym środku stał jakby pokój z przeźroczystymi szybami. w środku była woda. Wszystko wyłożone było jasno niebieskimi płytkami. Choć chcieliśmy, nie mogliśmy stamtąd wyjść. Zaniepokojeni, a nawet wystraszeni objęliśmy się i poszliśmy spać. Obudziłam się w chyba tym właśnie basenie. Był niewielki i nie było z niego wyjścia. W środku było trochę ludzi. Moją uwagę zwróciła jednak dziewczyna, którą już gdzieś kiedyś widziałam. Nagle ta dziewczyna nachyliła się do jakiegoś małego okienka i pocałowała inną dziewczynę.........
(Jak już jesteśmy w tematyce snu...)
Paul z dedykacją dla Julii
.....Ciag dalszy nastąpi....
hahaha! zawsze chciałam to zrobić! :D
A tu Jon-dla Kasi i Natalii!
Na dziś dzień zapodam piosenkę, która wywołuje u mnie dziwne emocje. Jak posłuchacie to może zrozumiecie. Gdy jej słucham mam ochotę wstać i iść żeby walczyć o wolność i takie tam :D chciałabym ją kiedyś zagrać...i ZAŚPIEWAĆ!
no to miłego słuchania, jeszcze teraz w oryginalnej wersji :))
The Scorpions: Wind of Change
Tym razem w sobotę poszłyśmy z dziewczynami do HardRock Cafe.
Pierwsze co to gdy tam weszłam to było "woooooooow" gdy zobaczyłam nad sobą białą perkusje Iron Maiden.
Chodziłyśmy z dziewczynami i co chwila" wow! zobaczcie tu jest bla bla bla" "a tu zobacznie..łaaaaa!" itd :D Najpiękniejsza jednak była chwila (nie licząc kupna cudownego soczku pomarańczowego za 7zł!) gdy spojrzałam na jedną ścianę na której była gitara JOHNA LENNONA, jego kurtka, spodnie(!) i jakiś list!
to było tak piękne. stałyśmy z Julią wpatrzone w te piękne rzeczy i nie mogłyśmy przestać się "podniecać"
Raz nawet w hardrockowej telewizji leciało "come together" z koncertu Johna :)
Było bardzo super. Byłyśmy też potem w złotych tarasach. Gdy już wyszłyśmy nagrałyśmy filmik (który zapewne pojawi się na fb) dla Sydney (koleżanki z ameryki :) ) W powrotnej drodze w autobusie spokojnie rozmawiałyśmy sobie, ale i tak jakiś głupi student wydawał dziwne dźwięki w naszym kierunku. Nie mam pojęcia o co mu chodziło, ale pod koniec nawet jego znajomi przestali się śmiać- był taki nudny.
Jeszcze tego wieczoru byłyśmy u Wojtka i też było sympatycznie. Zrobiliśmy sobie kolację, Wojtek zapuścił jakiś a la jazzik i zapalił świeczki :)
kolejna fajna sprawa to taka, że J u l i a u mnie nocowała! :D Oczywiście jak zwykle było super, tylko szkoda, że poszła tak szybko i jeszcze dziś był przestawiany czas!
Dzisiejszą piosenką na dziś są: The Animals: House of the Rising Sun
Cóż się działo w tym tygodniu? hm..obawiam się, że nic, nie wiem o czym mam pisać.
Jutro wybieramy się z naszym przyszłym zespołem do hard rock cafe i nie tylko! więc, wygląda na to, że popiszę więcej jutro.
Żeby jednak nie nudzić sobie bloga pokażę wam jak Zofia wyglądała parę i więcej lat temu!! :D
A teraz facet, który powoduje duże zamieszanie w moim sercu. Naprawdę nie wiem jak to się stało, ale spycha George'a na bok! :( to jest okropne no, ale co ja mam zrobić?!
o to i on w dwóch jakże cudnych piosenkach.
o to i on i jego cudne oblicze... ( :( )
Piosenką dnia na dziś jednak zostaje:
George Harrison (już starszy) : "Blow away"
Szkoda, że już nie ma zwyczaju topienia Marzanny! :)
W skrócie powiem co działo się w niedzielę. Otóż nic się nie działo. Pojechałam na działkę żeby trochę pograbić i to tyle :D
Dzisiaj w szkole był pierwszy dzień wiosny i dzień wagarowicza (ale to raczej po za szkołą :D) z tej okazji, żebyśmy nie zwiewali z lekcji, były one skrócone do 30 minut. Był też koncert ale nie jakiś porywający. w sumie to brawo dla zespołu i tyle....
Wybaczcie, że się nie rozpisuję, ale muszę zaraz iść spaać! :)
A własnie. Obiecuję wam, że za rok na takim koncercie będę ja z zespołem w składzie Julia Szostek, Kasia Korniluk i Natalia Gawryś! :D wiem ,że nie możecie się doczekać! (uwierzcie mi, że ja też!!!)
A co do wagarowania to dziś....wagarowałam, yea! haha! Nie no w sumie to prawie nie. Po prostu pani dyrektor kazała zostać na meczu a my zwialiśmy bo nam się nie chciało :D
Piosenka dnia bardzo poniedziałkowa
Marianne Faithfull : Monday, Monday
Wstałam sobie wesoło około godziny 9:30. Oczywiście poranne czynności wykonałam, czyli: włosy,oczy, ubranie, śniadanie bla bla bla.
Potem zaczęła się pierwsza część miłego dla mnie dnia
Poszłam do szkoły muzycznej. Wprawdzie dziś nie miałam zajęć, ale poszłam sobie pograć na perkusji, ksylofonie i wibrafonie. Najpierw jednak przez 20 minut musiałam szukać klucza do drzwi. ale ZNALAZŁAM- czasem umiem sobie poradzić w takich sytuacjach jednak :)))
Później udałam się na przystanek i spotkałam z Natalią G i Julią (która się oczywiście spóźniła :D)
Pojechałyśmy na śródmieście i tam spotkałyśmy się z Kasią
Było zimno, wietrznie i nie ubrałam grubszych rajstop jak mi mama kazała( teraz te moje cienkie drę w rękach)
Poszłyśmy na pączka na chmielną (ale był pyszny i ciepluutki) a potem do hey joe. Robiłysmy zdjątka a potem nadszedł czas na "salę samobójców". Polecam film, serio niezły,. dziewczyny się poryczały :d a Julia z Natalią to już w ogóle :)) Na sam koniec, gdy kupiłyśmy już szminkę dla Julii, poszłyśmy do automatu zrobić fotki, ale wyszły dziwnie, bo nie było na nas miejsca w tym małym pudełku :D Po za tym są małe, pomarańczowe i mają ramkę w wisienki :D
Dzięki dziewczęta- było super!! :)
Teraz zaprezentuję wam moją twórczość: (kiedyś zrobiłam dla Julii)
Paul McCartney
haha
Lubię Paint'a :)
Jak już zeszliśmy na Paula, to piosenką dnia staje się:
Paul McCartney: Helen Wheels (ależ bawi mnie ta piosenka!)
Nasz cudowny piątek można porównać do jakiegoś błogosławieństwa! Mamy w szkole 5 lekcji i do tego nie ma żadnej przesadnie meczącej.
Dziś nic się nie działo, oprócz tego, że pani B od angielskiego złościła się na nas nie wiem za co i tego, że Julia dostała dwa plusy z matematyki! to nie fair!! haha! :D Nie no trudno. i tak na koniec nie będzie mieć piątki! tak jak ja z resztą. w ogóle chyba nie będę wzorowa. z każdym rokiem jest coraz gorzej, mówię wam, naprawdę! A jak byłam w szóstej klasie to myślałam, że jestem mądra....nie no dobra jestem, ale jestem też tak cholernie leniwa, że aż uznam to za grzech i kiedyś się wyspowiadam! No, ale cóż mam zrobić jak żaden z tych nudnych przedmiotów mnie nie porywa? Nawet muzyka co myślałam, że będzie super, okazała się (przynajmniej jak na razie) klapą! a ta pani od muzyki w dodatku (jak to zauważyła Julia) wygląda jak nietoperz! I jak już jesteśmy koło zwierząt to pani od fizyki (co tez zauważyła Julia) gdy się śmieje wygląda jak komar!
MUSZĘ to zrobić Julio i pokazać ludziom (nie martw się, nie jest ich dużo) jak pięknie pasujesz do Paula M
...zwyczajnie nie miałam czasu,bo ciągle jaki sprawdzian albo kartkówka albo coś takiego.
Nie za bardzo mam teraz o czym pisać, to może opowiem wam o tym, że dzisiaj jak wyszłam z Julią z klasy to usłyszałyśmy :" ale brzydkie szmaty!". zastanawiałyśmy się czy to do nas i kto to powiedział ,ale odpowiedzi nie zdobyłyśmy...przyszła ona do nas sama godzinkę później gdy z szatni szłyśmy do drzwi wyjściowych. Julia (ja nie :D) usłyszała, że ktoś krzyczy :"oo idą te brzydkie szmatyyy". Gdy tylko to usłyszała nagle zrobiła odwrót i podeszła do jakiegoś małego, blondynka z trzeciej klasy (gimnazjum oczywiście) i spytała dość agresywnie czy to było do nas, a on ta to, że nie, a Julka:" Ta jasne. Jeśli to było do nas to chyba nie wiesz co to znaczy", a on na to cieniutkim głosikem: "ale to nie było do was"
mówię wam! jaki był przestraszony! Julia jest wyższa od niego i ma też niższy głos a on taki mały idiota :D wkurzył mnie i przykro nam było, ale z drugiej strony kto by się nim przejmował?
choć to było nie miłe to i tak jestem happy (z różnych powodów)
dlatego też piosenka ELVISA : "Girl Happy"
I ten człowieczek to Czesław Mozil. Tak...on jeszcze żyje, nie jest stary i nie grał nigdy w latach 60-tych. JEST CAŁKOWICIE DZISIEJSZY. Jak na mnie to dość dziwne, bo zazwyczaj interesują mnie tylko starzy muzycy, ale po prostu jest taki czaderski, że jak tylko uda mi się spełnić marzenie i zaistnieć na scenie muzycznej to koniecznie będę musiała go poznać! Tak na prawdę to nic o nim nie wiem, ale byłam na jego koncercie i głównie z jego powodu (ale nie tylko) oglądam X-Factor! : D Jego muzyka też raczej odbiega od moich typowych gustów, ale tak czy siak co jakiś czas miło go posłuchać,bo jest..hm..ciekawie skomponowana ( z użyciem nie typowych, dla muzyki rozrywkowej, instrumentów). To może posługując się kochaną Wikipedią zamieszczę troszkę informacji o nim :)
Czesław jest polakiem ( z korzeniami ukraińskimi), ale gdy był mały wyjechał do Danii (przez to ten jego akcencik i błędy językowe :) )
W naszym pięknym kraju, z którego chyba jednak trochę pouciekam, żeby się rozwijać, urodził się 12 kwietnia1979r . W Danii ukończył Duńską Królewską Akademię Muzyczną. Do Polski wrócił na stałe gdy miał 28 lat. Nagrał płytę, która szybko stała się popularna i uzyskała status złotej płyty. Tą płyta jest "Debiut". Następny krążek, który również bardzo spodobał się fanom :"Pop". Czesława nie spotkacie jednak jako Czesława Mozila, gdyż występuje raczej pod pseudonimem :"Czesław śpiewa"
Marilyn Monroe
Świetny przykład kobiecości
oraz elegancji
Cóż mogę rzec, lata 60-te to piękne 10 lat, które dzielą się na różne mody, lecz mody połączone tak ładnie i spójnie, że wszystkie kocham i uwielbiam. Same początki to znana Audrey Hepburn, Brigitte Bardot i Marilyn Monroe (głównie z lat 50-tych) To dzięki nim i wielu innym, kobiety były eleganckie.
Gdy zbliżamy się do połowy lat 60-tych patrzymy jak kobiety i dziewczyny odnajdują lżejszy styl. Sukienki szyje się w inny sposób, nie zakłada się rękawiczek i pereł. Mimo to, ubranym w ten sposób dziś jest się z pewnością bardzo eleganckim.
Pattie Boyd modelka
Druga połowa wygląda już nieco inaczej, zmienia się sposób bycia ludzi. Kobiety mniej tapirują włosy, są mniej szykowne i wszystko coraz bardziej przypomina styl hippisowski, który powolutku, powolutku dojrzewa, aż wreszcie pod koniec lat 60-tych staje się bardzo powszechny, zwłaszcza wśród młodzieży i gwiazd muzyki rozrywkowej. Mogę w skrócie powiedzieć, że im dalej od lat 50-tych tym bardziej młodzież wyraża swoje zdanie i poglądy, przy okazji stając się mniej zależna od woli rodziców (którzy oczywiście byli bardzo temu wszystkiemu przeciwni)
Twiggy
Odwróciła świat mody do góry nogami
Chcę powiedzieć i zaapelować, żebyście nie porównywali lat 60-tych z ruchami hippisowskimi. Miały one oczywiście miejsce, ale hippisów przypisuje się raczej latom 70-tych.
60-te proszę zostawić w spokoju :) Proszę porównywać je raczej z elegancją, która pod koniec zaczęła się przeobrażać w coś całkowicie odwrotnego.
Dużo więcej informacji oraz zdjęć na blogu mojej przyjaciółki, poświęconym tym właśnie latom :
O rany rany. Tej niedzieli prawie nie było. Z rana jak zwykle pilates, czego nie lubię, ale no cóż, kręgosłup sam się nie wzmocni, nie? Potem na moment do babci, chwila przerwy i....imieniny cioci. Imieniny cioci tak długo mijają! Wyszłam o 14:00 i dopiero wróciłam. Niedziele nie są fajne, bo zawsze są zapchane czymś i jeszcze lekcje, których nie zaczęłam nawet robić..a potem nagle okazuje się, że to już poniedziałek.
Najlepsze jest to, że poniedziałki mijają tak szybko! Ale tak czy siak, nikt ich nie lubi. w takim wypadku zakończę tego posta piosenką "Ta ostatnia niedziela" w wykonaniu CeZika (mnie też zadziwia jego nazwa) zwana : "Te ostatnie niedziele". Polecam zobaczyć, bo facecik zdolny i śmiesznie przerabia piosenkę ;)
W sumie to nawet do końca nie wiem o czym będzie ten blog. Zapewne po protu o mnie i o tym co u mnie słychać :)
Dziś jest piękny dzień, bo to sobota. Szkoda tylko, że mam szlaban i nie mogę nigdzie iść.
Byłam za to na moich ulubionych zajęciach, to jest na perkusji, ale oczywiście nie pograłam na zestawie, bo muszę uczyć się melodii na ksylofon i wibrafon. Jestem jednak szczęśliwa, bo niedługo kupię perkusję dla siebie!
Piosenka Beatlesów na dziś :Hello Goodbye
Bo witam was i żegnam przy okazji też :D