piątek, 8 kwietnia 2011

Czwartkowa historia

Pewnie spytacie: Cóż tak szczególnego działo się w zwykły czwartek? Czwartek to czwartek
ale nie tym razem.....

    Dzień zaczął się tak właściwie już od 6:00. Miałam dziwny sen. Byłam u babci w domu. Stałam w salonie i tam pojawiały się króliki które agresywnie na mnie skakały. Każdego biłam i wyrzucałam za okno, ale one wracały..naprawdę się bałam. Podczas tego snu co około 20 minut włączał mi się budzik aż do 6:40, bo wtedy już wstałam. Gdy budził mnie budzik zastanawiałam się czy "Stanley" odpisał mi na e-maila czy znowu nie i nici z moich planów. Po paru minutach zasypiałam i znów te króliki...i tak z 2 3 razy. Jak już wspomniałam o 6:40 wstałam. Odpaliłam szybko komputer i weszłam na pocztę. Całe szczęście internet działał. Stanley przysłał mejla z adresem i zgodą na mój przyjazd....
    Bardzo długo zajęło mi uczesanie się, bo żadna fryzura mi nie wychodziła. Bez śniadania (albo z małym, nie pamiętam )wyszłam do szkoły, w której akurat nic się takiego nie działo.
  Zwyczajnie minął mi cały dzień. W szkole muzycznej mieliśmy sprawdzian....potem angielski na którym też był sprawdzian.
   Dzień był bardzo wilgotny i grzywkę całą miałam w lokach, więc byłam szczęśliwa, że wróciłam jeszcze na trochę do domu. Wyprostowałam włosy, związałam i dokonałam różnych niewielkich pielęgnacji. Około godziny 20:30 wyjechaliśmy. Nasza podróż nie trwała jakoś długo. w końcu jechalismy tylko do Komorowa. W tym jednak nie długim czasie denerwowałam się lekko. "A co jak dźwięk będzie zły?" "A co jak będę musiała odmówić...?" "Oby wszystko się udało!!"
   Po ciemku znaleźliśmy niedużą ulicę, na której było to po co przyjechaliśmy. Wyszliśmy z tatą z auta i zadzwoniliśmy domofonem. Otworzył nam wysoki młody chłopak.
'Dobry wieczór'
'Dobry wieczór'
I weszliśmy na górę.
Lekko zdenerwowana wchodziłam po schodach. Pokazał mi wejście i..stała tam. Srebrna bardzie niż na zdjęciu. Stan walnął troszkę w bębenki i  talerzyki. Utargowaliśmy się na 1000zł i....już znosiliśmy perkusję do Berlingo. Długo zajęło przyczepienie jej tam. Pożegnaliśmy się i ostrożnie jadąc wróciliśmy z tatą do domu
"To nie jest w 100% dobry sprzęt, ale jest" myślałam.
W domu zajęłam się zanoszeniem tego na górę, oczyszczaniem, składaniem i ustawianiem w dobrym miejscu. Nie grałam za wiele. Nie było już czasu..nic się nie uczyłam, ale co tam. Ważne, że była ona!



tom tomy
crash









werbel




Piosenką dnia staje się automatycznie The Beatles: The End, jako, że to jedyna piosenka z solówką na perkusji



6 komentarzy:

  1. łaał, ale fajnie (: to pewnie miałas świetny dzię ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. supeeer perkusja!!! a widziałaś tego przystojniaka? czy to był ten wysoki ,o którym piszesz? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. a teraz się pochwalę: JAKO PIERWSZA ZE ZNAJOMYCH ZOSI DOTYKAŁAM I WIDZIAŁAM JĄ! :DD
    czad, że hej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak to był super dzień :D
    to był ten z fb ale nie jest taki super piekny :D
    tak olga, tak :D

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja jako druga , zaraz po OLDZE! CZAD , jestem z Ciebie dumna! :D

    OdpowiedzUsuń